Po ostatnich wypowiedziach co niektórych bardziej doświadczonych raperów polskiej sceny, coraz więcej zaczęło się mówić o powstającym na polskiej scenie hip-hopowej sporze pomiędzy starą, a nową szkołą rapu. Ile w tym w prawdy, a ile wyolbrzymionych przesłanek? Czy już za niedługo będziemy świadkami otwartej wymiany ognia między weteranami a młodą gwardią? O tym w dzisiejszym felietonie.

Zanim zaczniemy rozważania nad tym, że polski rap męczy obecnie międzypokoleniowy konflikt to należy stwierdzić jedno – hip-hop bardziej dzieli niż łączy. Taka prawda i nie ma co się nad tym szerzej rozwodzić.#aksjomat
Spory w tej subkulturze były od zawsze, co tylko dodawało jej kolorytu. Nic nie było promowane lepiej i sprawniej niż beefy pomiędzy najpopularniejszym w danym czasie raperami. Oczywiście nie chodzi mi o tym, że najkorzystniejsza dla polskiego rapu byłaby sytuacja w której 3/4 nagrywanych kawałków to dissy, bo jak wiadomo kolaboracje między wykonawcami i międzygatunkowe crossy też przykuwają uwagę, ale tak to już jest, że nic nie „żre” lepiej niż konflikt.#PustynnaBurza

Pytanie tylko czy sytuacja z którą mamy obecnie do czynienia to tak naprawdę konflikt, w który zaangażowane są obie strony. Pytam, bo nie wiem jak Wy, ale ja częściej natrafiałem w sieci na żale i pretensje doświadczonych MC’s o ugruntowanie pozycji, w których mowa była o tym jak to Nowa Szkoła jest obecnie zniewieściała i oparta na taniej przewózce pozbawionej prawdziwego przekazu. Tak jakby ich rap od samego początku był nim napełniony do granic, a w klipach nie było samochodów i wożenia się w okularach przeciwsłonecznych. Tak to już jest, gdy wół zapomina jak cielęciem był.

Byli nawet tacy który wzywali Starą Szkołę do przebudzenia, bo jakieś małolaty mają czelność dobierać im się do „koryta” i to na dodatek nagrywając coś innego, świeżego i nowego. Pojawiały się również głosy, że młodzi raperzy powinni mieć bezwzględny szacunek do starszych i bardziej doświadczonych raperów, bo to przecież na ich muzyce byli wychowywani i to na niej się głównie wzorują w swojej twórczości. Idąc tym tokiem myślenia, polski hip-hop skończył się na Liroyu, Moleście i Kalibrze 44, a każdy inny skład czy wykonawca nie powinien wydać nic, co znacząco odbiegałoby tematycznie od tekstów w/w weteranów.  Nie twierdzę, że wszystko co jest obecnie wypuszczane do sieci przez młodych raperów to sztos, bo zdaję sobie sprawę, że część z tego, to bezwartościowe gówno, ale jeśli trafia to w czyjeś gusta muzyczne i znajduje odbiorców, to nic mi do tego. Takie są prawa rynku i nie ma co przypierdalać, tylko trzeba robić swoje i próbować tworzyć własny oryginalny kontent.#prekursor
Naprawdę hip-hopowy tort jest na tyle duży, że każdy raper się nachapie i nikomu nie braknie, nawet największym wyjadaczom.

Najśmieszniejsze w tym całym niby sporze jest to, że reprezentanci Nowej Szkoły zbytnio się do tych wszystkich zarzutów nie odnoszą, tylko najzwyczajniej w świecie działają dalej. Tym sposobem można odnieść wrażenie, że to nie spór, a internetowy ból dupy podstarzałych raperów, którym parę drobnych wypadło z portfela.

Tekst: M.A.R.O.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ