Stało się. Utarty slogan głoszący, że hip-hop łączy, a nie dzieli przepadł. Podział sceny na trueschool i newschool, na tle ostatnich wydarzeń i wypowiedzi jest tak widoczny, że nawet Stevie Wonder zauważyłby, że coś nie gra. Choć cześć rap gry niczym wieloletni nałogowiec, jest na etapie wyparcia i uparcie twierdzi, że żadnego konfliktu nie ma i subkultura ma się dobrze, to pora przestać się oszukiwać.

Zbyt dużo zostało powiedziane i opublikowane, a wszystko rozgrywa się wokół zarzutów przedstawicieli „Starej Szkoły”, skierowanych do newschoolowych raperów „młodego pokolenia”. Ostatnio można było sporo naczytać i nasłuchać się o tym, że obecnie „Nowa Szkoła” w rapie nie ma stylu i autentyczności w wersach, a zamiast tego kieruje się tanią przewózką. W tym miejscu pojawia się słowo klucz jakim jest autentyczność. Pojęcie nadrzędne dla wszystkich „ulicznych” i większości trueschoolowych raperów. Konieczność pokrywania się przekazu z tym co się robi i jak żyje na co dzień. Kryterium niezbędne, bez spełnienia którego nie jesteś prawdziwym MC! Moim zdaniem właśnie przez takie podejście można słyszeć opinie, że twórczość Tede to Disco Polo, a Bedoes i jego skład to syf. Tak się dzieje, kiedy autentyczność stawia się wyżej w hierarchii od skilli, techniki, czy umiejętnej zabawy słowem przy użyciu rozbudowanych metafor i porównań #bragga.

Dla mnie raper, który w swojej twórczości główny nacisk kładzie na przekaz, pomijając przy tym, czy wręcz krytykując, inne równie istotne czynniki wymienione powyżej, jest ograniczony, monotematyczny i pozbawiony chęci na rozwój siebie, jak i swojej muzyki. Rap się zmienia, rozwija i ewoluuje, przez co pojawia się w nim wiele nowych (nie zawsze dobrych) motywów, ale przecież kto nie ryzykuje, nie pije szampana czyż nie? Jeśli jednak zamiast tego jakikolwiek doświadczony i obyty ze sceną raper ma zamiar przez 20 lat nawijać o tym samym, bo przecież najważniejsza jest autentyczność to, cytując ReTo: „chuj mu w anus”. Tak samo bierze mnie pusty śmiech, gdy typek, który siedzi w domu z założonym snapem daszkiem do tyłu, okularami przeciwsłonecznymi na oczach i nieśmiertelnikiem na szyi, nagrywa filmik w którym mówi o autentyczności i poczuciu stylu. Wiadomo, że dłonie ułożone w pistolet na klipach to widok dość komiczny i wyglądający w większości przypadków mocno karykaturalnie, ale tak to już jest, gdy młode pokolenie czerpie inspiracje z amerykańskiego gangsta rapu, nie zdając sobie do końca sprawy, że w polskich realiach nie ma to większej racji bytu. Jednakże trzeba pamiętać, że newschool opiera się na kreacji, wchodzeniu w rolę, po to by móc lepiej zobrazować swoją wyższość na innymi raperami, ale to nie obraz jest tu najważniejszy lecz umiejętności.

Oczywiście to całkiem zrozumiałe, że przedstawicielom „Starej Szkoły” nie do końca to odpowiada, ale tak jak już wspominałem w wcześniejszym felietonie, rap ma na tyle szerokie grono odbiorców, że zarówno Ci którzy siedzą w nim od lat, jak i Ci, którzy dopiero zaczynają w nim swoją artystyczną przygodę, znajdą swoich zwolenników. Dlatego moim zdaniem niepotrzebne są nawoływania i apele co niektórych, o przebudzenie się weteranów polskiej sceny, bo inaczej nowe pokolenie ich wygryzie i oderwie od mainstreamowego koryta. Zbędne żale i zarzuty o brak prawdziwości w tekstach, bo to zweryfikują słuchacze. Równie dobrze newschoolowcy mogliby mieć pretensje do bardziej doświadczonych raperów o monotematyczność przekazu czy brak wyraźnego rozwoju w twórczości, choć byli i tacy którzy na zmianie swojego rapowego wizerunku stracili w oczach odbiorców, jak chociażby Pezet w „nowym wydaniu” czy Miuosh z płytą  „Pan z Katowic”. Sęk w tym, że przedstawiciele młodego pokolenia w rapie, zamiast nagrywać pretensjonalne filmiki o tym jak im źle i trudno, wolą nawinąć kolejną zwrotkę w studio czy wypuścić do sieci kolejny banger. Mniej fotek, więcej zwrotek #Tede.

Tyle się słyszy o „spedalonej Nowej Szkole”, a tymczasem wychodzi na to, że to właśnie ta spedalona Nowa Szkoła pozbawiona stylu i autentyczności, działa więcej w polskim rapie od bardziej doświadczonych raperów, siedzących w nim od lat.

Tekst: M.A.R.O.

1 KOMENTARZ

  1. Ten tekst to nawet nie strzał w kolano, tylko w głowę… Większego syfu od nowych traków tedego dawno nie słyszałem, lepiej nie robić nic niż robić gówno. Albo ten sedes czy bedes czy jak mu tam, typ wygląda jak członek one direction, a kozaczy podczas wywiadu z Winim jakby nie wiadomo kim był. Ci przedstawiciele tego całego niu skulu, nie mają nic do powiedzenia, brak u nich jakiego kolwiek przekazu, a gloryfikuje się ich jak niewiadomo kogo. Generalnie Mezo, 18L czy inną Werba robiła tekstowo takie same kawałki jak oni prawie dwie dekady temu i środowisko ich wpi…doliło, a dzisiaj?! Kawałki o miłości to standard, a do tego hajs i swag czy inne gówno… #CTZKS co to za ku.wa szmelc, tyle w temacie…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ