Dzisiejszy tekst będzie bardziej komentarzem niż felietonem (choć i tak wiem, że większość z Was nie odróżnia gatunków dziennikarskich, czego nie raz daliście wyraz w komentarzach). Chciałbym bowiem skomentować odejście DJ Tuniziano z NWJ, a mówiąc bardziej dobitnie i dosadnie-wypierdolenia jego osoby z tejże wytwórni przez Jacka Granieckiego.

Miałem poczekać z wypowiedzeniem się na ten temat do momentu aż nie uczyni tego sam Tede, który rzekomo zaraz po powrocie z wakacji,miał wypuścić kawałek, tłumaczący to całe zajście. Jednakże mijały kolejne dni, Białas i Lanek zdążyli wydać premierowy bankiet POLONu, Dwa Sławy odejść z EMBRYO, a numeru Jacka niszczącego DJ-a Tuniziano, jak nie było, tak nie ma. Dowiedzieliśmy się jedynie, że tata Jacka nauczył go, że nie bije się kobiet, więc ten nie zamierza akceptować takich zachowań w swoim otoczeniu. Szlachetnie. Ciekawe czy nagrywania rozmów telefonicznych z kolegami też Tedego tata nauczył. Tak czy inaczej nie mnie oceniać i wiem, że gdybym się tego podjął, to pewnie rozpętałbym niemałą gównoburzę, w której część z Was zwyzywała by Nasz portal od „rapowego pudelka” i nic niewartego „pismaka”. Nie żebym miałbym się tym jakoś zbytnio przejąć, tylko po co zaśmiecać portal i fanpage gównianymi, nic nie wnoszącymi komentarzami bezmózgich debili.

Ja chcę tylko zwrócić uwagę na pewne aspekty zaistniałego konfliktu, które w większości dywagacji nad tą sprawą są pomijane. Mianowicie, dużo mówi się o niewłaściwym zachowaniu DJ Tuniziano wobec swojej dziewczyny, a nikt nie zwrócił uwagi na to, że to właśnie ona w dużej mierze doprowadziła do tej całej sytuacji, wpadając najebana do klubu i odstawiając szopkę rodem z Betlejem. Ogólnie o kłótniach zakochanych w miejscach publicznych można by kurwa epopeje napisać, przedstawiając różne scenariusze, ale ogólnie morał z tego rodzaju sprzeczek jest jeden, nigdy do niczego dobrego nie prowadzą, szczególnie gdy obie strony konfliktu są dobrze zrobione #origami.
Zawsze to jedna ze stron powie albo o dwa słowa za dużo albo facet wyłapie plaskacza na pysk, a obrażona niewiasta ucieknie z płaczem. Typowo.

Dlatego często wiele w takich sytuacjach zależy od reakcji świadków zajścia. Jeśli stoją oni bezczynnie zajadając popcorn i czekając aż akcja się rozwinie, to chujowo. Natomiast jeśli znajdzie się ktoś, kto postanowi trochę uspokoić zwaśnioną parę, to spoko. Oczywiście bez zabawy w „obrońcę uciśnionych” czy „adwokata” któreś ze stron. To z reguły wychodzi słabo i tylko utrwala konflikt. Jeśli wierzyć relacji DJ-a Tuniziano, z tego co działo się w klubie, to Tede wraz z swoimi kumplami przyjęli raczej bierną postawę wobec tego, co się dzieje, mówiąc krócej-mieli wyjebane. Czemu? Bo kurwa mogli. Może uznali, że to prywatne sprawy i nie warto się w to mieszać. Sęk w tym, że z kłótni toczącej się płaszczyźnie prywatnej, zrobiono później aferę na skalę ogólnokrajową. Na dodatek dodano do niej społeczno-polityczny kontekst, mianowicie nazywano Tuniziano, tu cytat: „Arabem, który pobił Polkę”. Słabo, tym bardziej, że nawet patrząc na to stereotypowo, to bicie kobiet nie jest jedynie domeną Arabów. Inne narodowości też wiodą w tym prym, tylko ponoć „narzędzia” się zmieniają. Polacy swe partnerki biją ręką, Amerykanie, pasem o grubości 3,5cm (no chyba, że wybranka pójdzie na ustępstwa), Francuzi ponoć wolą używać bagietki, ale to niepotwierdzone info. W Syrii kobiety też pewnie byłyby bite, gdyby nie to, że niestety aktualnie wszystkie popłynęły na przeładowanych pontonach do Europy.

Teraz na poważnie, nie twierdzę, że Tuniziano w klubie postąpił słusznie, bo jak dla mnie mógł po prostu wyjść stamtąd i pogadać później z swoją partnerką, gdy już oboje wytrzeźwieją, zamiast się z nią szarpać i wzajemnie wyzywać na oczach wszystkich zgromadzonych. Próba „wybielenia się” przez mówienie w wywiadzie, że miał depresje i chciał ze sobą skończyć, też raczej nie pomogła mu pod kątem wizerunkowym. Jasne, przyznał się do błędu, przeprosił, zrozumiał, że mógł rozwiązać tę sytuację inaczej. Sęk w tym, że odrobinę za późno.

No i ostatni już aspekt, który zresztą porusza Tuniziano u Numera Raza, chodzi o nagrywanie rozmów telefonicznych w NWJ. Poważnie tak się postępuje z osobami, których się nie chce pogrążyć, Jacku? Tak rozwiązuje się konflikty w rap grze? Myślałem, że nagrywanie współpracowników to domena polityków, a nie raperów. No ale cóż, widać jedni nagrywają płyty, drudzy mixtape’y, a inni kolegów.

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ