Witam wszystkich w kontynuacji podróży dookoła świata wraz z Quebonafide i jego Wesołą Ekipą. Zgodnie z planem podróży odwiedzimy dzisiaj światową stolicę mody, którą jest oczywiście Paryż, by następnie wyruszyć do Islandii i Kraju Kwitnącej Wiśni, w którym na nowo poznamy definicję odmienności. Później czeka Nas Arabska Noc w towarzystwie Wac Toji Solara. Mam nadzieję, że będziecie po niej w stanie odwiedzić Stany, porzucać australijskim Bumerangiem, by pod koniec bezpiecznie wrócić do domu.

Rozpoczynamy zatem od Paryża i nagranego w nim kawałka „C’est la Vie” w którym mowa o markach, ciuchach i wszechobecnym product placement’cie. Numer trudno do jednoznacznego zdefiniowania, który pod kątem warstwy muzycznej, najmniej mi odpowiada, szczególnie jeśli chodzi o refren. O ile doceniam umieszczone w tekście metafory i zastosowane odwołania, to całościowo ten kawałek wydaje mi się nimi przesycony, przez co dla osób nieobeznanych w świecie mody, trudny w odbiorze. Choć nie da się ukryć, że taka tematyka idealnie pasuje, do Kuby, który uwielbia bawić się swoim wyglądem i stylową, co stara się pokazywać praktycznie w każdym teledysku jak i koncertach.

Jak już jesteśmy przy osobie samego rapera, to czas na podróż do Islandii i Zorzę”, bezsprzecznie najbardziej osobisty i emocjonalny singiel z całej płyty, w którym Quebo opowiada o własnych wewnętrznych rozterkach. Numer o podobnej dawce emocji co „Bollywood, tyle że tym razem raper nie mówi o problemach innych lecz o swoich. Uzewnętrznia się przed słuchaczem i podkreśla, że musiał mieć w sobie wiele samozaparcia i zapału by osiągnąć to, co ma obecnie. Jednakże nie przedstawia tego w sztuczny braggowy sposób zakrawający na samozachwyt, czy jako typowy smutny story telling, jak można odnieść wrażenie na początku kawałka. Dzięki temu przekaz wydaje się być bardzo naturalny i szczery #realtalk, za co props.

Czas zmienić klimat i przenieść się do Japonii i pomówić o kawałku „Między słowami”. Numer jak najbardziej o Kraju Kwitnącej Wiśni i problemach ludzi tam mieszkających. O społeczeństwie tak skomputeryzowanym i nowoczesnym, a zarazem odmiennym, że trudno je jednoznacznie określić- „nic nie rozumiem, choć wszystko jest jasne”. Przekaz wydaje się jasny. Japońskie społeczeństwo jest tak zapatrzone w ekrany swoich smartfonów, że zapomina o bogactwie kulturowym własnego kraju. Kraju w którym ludzie żyją bardziej wirtualnie niż realnie i choć są połączeni z całym światem, to samotni w swojej codziennej zabieganej egzystencji.

Przenosimy się do na rozgrzane pustynie by przeżyć Arabską noc” wraz z Solarem i Wac Toją. Wracamy do poznawania świata przez doświadczanie i pełną gębą. Jak dla mnie największą robotę w tym kawałku robi refren Wacka, zwrotka Solara jest lepsza od 16-tki Queby, który nawija jakby od niechcenia bez większego zaangażowania. Warto zwrócić również uwagę na modulowanie głosu przez Wac Toje, który wcześniej miał opinie „człowieka od refrenów. Ogólnie numer można uznać za kolejną po wizycie w Brazylii odskocznie od trudniejszych bardziej ambitnych tematów poruszanych na albumie.

Pora na odmienny stan świadomości i wizytę w Stanach, do których zaprasza Nas KRS-One. Choć według tytułu „To nie jest hip-hop, to jak dla mnie Quebo nawinął tu najlepszą zwrotkę całej płyty, znakomitą technicznie, idealnie siedzącą na bicie, z dobrą grą słowem i nieprostolinijnymi odniesieniami i choć niektórzy twierdzą, że to gość z Ameryki zjadł kawałek, to jak dla mnie Que rozjebał.

Zbliżamy się powoli do końca Naszej podróży po kontynentach świata, czyli pora na wizytę w Australii i rzut „Bumerangiem” w rytm bitu Fouxa. Na tym przedostatnim przystanku zapoznajemy się z definicją łacińskiej sentencji carpie diem– „od pół roku się budzę gdzie indziej, bo żyje raczej tu i teraz, bo ktoś wymyślił, że się tylko raz umiera” i słyszymy obietnice rapera z Ciechanowa, że już nie wróci na dno.

Zamiast tego wolał wrócić do domu bo jak stwierdził: „dobrze budzić się na starych śmieciach” Mowa oczywiście o „Odyseuszu” kawałku stanowiącym swoistą klamrę i podsumowanie całej płyty i podróży Quebonafide. Podróży, która jak sam przyznaje, zmieniła w znacznym stopniu jego światopogląd. Podróży kształcącej ale i niebezpiecznej (jak chociażby podczas wizyty w Nowej Zelandii, kiedy to celowano do Quebo z broni, bo pomylono go z członkiem lokalnego gangu, a wszystko przez tatuaż, który ma na twarzy). Jednakże jedno jest pewne, po tym co przeżył i zobaczył ten chłopak z Ciechanowa, nikt na polskiej scenie nie ma prawa głośniej krzyknąć:
Ale życie!” niż On (no może poza pewnym Adamem z Łodzi #życiepośmierci)

PS. Jeśli polscy raperzy hajs zarobiony na płytach mieliby inwestować w takie projekty jak ten, to jestem skłonny kupić każdy album.

3 KOMENTARZE

  1. „…czas ma podróż do Australii i Zorze”. Autor nie dosc, że nie zna się na flagach, to jeszcze tekstu nie słucha.

  2. Dzięki na zwrócenie uwagi na bład. Już poprawiony ;) zacmnienie umysłowe. Zapewniam, że skrupulatnie zapoznałem się z tekstem każdego kawałka ;) Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ