Zwycięzca drugiej edycji programu Żywy Rap z legalnym albumem!

TMS to reprezentant Przasnysza, którego wszyscy poznaliśmy przy okazji konkursu Żywy Rap2, gdzie pokonał wszystkich przeciwników, zapewniając sobie, m.in. legalną płytę, wydaną przez wytwórnię Hemp Records. Krążek, który zawiera 14 pozycji, miał swoją premierę 12. maja 2017r. Jakie ma wrażenia tuż po?

Na wstępie gratulacje, a jest za co… Najważniejszą sprawą jest samo Twoje bycie na polskiej rap scenie i chcę tutaj zacytować Bilona z finału programu Żywy Rap2: „Ciebie chce się słuchać, człowieku, i zajebiście, że tu jesteś. Naprawdę wielkie dzięki”. Czy cieszysz się, że stworzyłeś rapową płytę? Choć mogło w ogóle do tego nie dojść z tego względu, że byłeś wokalistą zespołu rockowego, który stworzyłeś wspólnie ze znajomymi…
TMS:
Wokalistą rockowego zespołu, później początkującym pianistą itd. itp. Czy się cieszę? Myślę, że to wszystko wychodzi naturalnie. Słucham każdej muzyki, począwszy od rocka, kończąc na klasyce. Chłonę wszystko, jednak na pewno najwięcej w moim życiu rapu. W rapie możesz przekazać bardzo dużo treści i to mnie chyba cieszy najbardziej. Ale ze śpiewu nie zrezygnuję :).

Bardzo szanuję niektórych artystów ze środowiska Hip-Hop’owego za to, że nie zamykają się na muzykę, szukając w każdym z gatunków czegoś dla siebie. Nie chodzi o kserowanie, a szczegółową analizę, następnie stworzenie czegoś swojego. U Ciebie wyczuwam, że czujesz i rozumiesz muzykę. Czuć rytm, słychać, że szanujesz swojego słuchacza, nie robiąc pełnych utworów czy poszczególnych zwrotek i refrenów na tzw. „pół gwizdka”. Zgodzisz się ze mną?
TMS:
Nie chciałbym nikogo obrazić, ale powiedz, jak można zamykać się na jeden gatunek muzyczny? Jeśli ktoś naprawdę kocha muzykę, to pochłania ją od „A” do” Z”. Skoro zachwycasz się wspaniałą potrawą w swojej ulubionej restauracji, to będziesz ją żarł do końca życia? Czy otworzysz kolejną kartę w menu? Muzykę rozumiem, ale na pewno jeszcze za mało. Rytm czuję nawet w śpiewie ptaków czy szumie drzew. Może to abstrakcyjne, ale muzyka nas otacza, jest wszędzie i czy chcemy czy nie, jesteśmy jej częścią. Słuchacza szanuję, bo jest on bardzo ważny w tej układance. Gdybym miał zrobić płytę i nie mógłbym się z nikim nią podzielić, to chyba bardzo bym cierpiał. Podsumowując, jeśli coś naprawdę kochasz, to nie robisz tego na pół gwizdka.

Nagrodą za wygraną drugiej edycji „Żywego Rapu” była możliwość wydania legalnej płyty w wytwórni Hemp Records, i tak się właśnie stało. Dzień 12.05.2017 zapamiętasz na pewno do końca swojego życia – w tym dniu pojawił się „Oddech”: „dzień, w którym pasja zacznie wygrywać, nazwę tą chwilą, w której zacząłem oddychać” – głosi fragment refrenu w tytułowym utworze. Czy pamiętasz taki dzień, gdzie chociaż raz nie pomyślałeś o muzyce? Przyznam, że według mnie jest to bardzo trudne. Już samo nawet wyjście z domu przynosi nam dźwięki natury czy betonowego miasta…
TMS: Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że takiego dnia nie było. Muzyka była w moim domu od dziecka. Kołysanki mamy, winyle taty ach… miłe wspomnienia :). Od momentu, w którym sam wpadłem w ten temat, na dobre chłonę go na co dzień. Ale tak, jak pisałem, ciągle się go uczę. Od ponad trzech lat dojeżdżam do pracy ponad godzinę w jedną stronę i uwierz, gdyby ktoś zabrał mi słuchawki jednego dnia, to byłaby to najgorsza godzina mojego życia… Ciężko byłoby mi złapać oddech haha :). Oczywiście żartuję, ale tak, myślę o niej niemalże cały czas. Swoją drogą – większość płyty powstała w komunikacji miejskiej :).

A ta żółto-czarna kolorystyka negatywu na okładce ma jakieś głębsze znaczenie?TMS: Urodziłem się w sierpniu, a to miesiąc lwa. Lew też ma złotą grzywę hehe :). Nie no, po prostu chcieliśmy zrobić coś innego, świeżego, zresztą pewnie jak każdy. Większość pomysłów na okładkę dał Koxu. Człowiek DIIL GANG i mój serdeczny ziomal. Wychowaliśmy się na jednym osiedlu i po prostu chciałem, żeby on też miał dużą cegiełkę w tym projekcie. Taki lokalny patriotyzm :).

Wracając jeszcze do wcześniejszego pytania i tego refrenu – pracujesz nad tym, aby pasja, jaką jest muzyka, przerodziła się w coś więcej, również źródło dochodu? Czy po „Oddechu” będziesz napierał, aby zaznaczyć swoje miejsce na liście polskiego rapu i trafiać do coraz to nowszych słuchaczy?
TMS: Na pewno będę robił kolejne rzeczy i też chcę trafiać do jak największej grupy odbiorców. Ale nie nazwałbym tego napieraniem. Jeśli chodzi o listę, to już chyba zaznaczyłem? Legalny debiut, z którego jestem dumny! Nie mam parcia na pierwsze miejsce na podium, szczególnie widząc, kto się tam czasem znajduje. Muzyka to dla mnie znacznie więcej niż pieniądze czy popularność. Tak, fajnie jest to połączyć, ale nigdy kosztem muzyki!

Niedawno wywiadu dla Wujka Samo Zło w programie Rap Bajera udzielił Bilon i tam padły bardzo ważne słowa skierowane w Twoją stronę: „TMS pracował trochę nad materiałem, na początku nie wiedział, jak się do tego zabrać. Trochę miał kłopoty z pisaniem, ale kiedy wszedł w rytm, to poszło mu to sprawnie” – ile czasu zajęło Ci przygotowanie całego albumu, od napisania pierwszego tekstu, aż po przypieczętowanie?
TMS: Za długo :). Trochę się pogubiłem po Żywym Rapie. Mam czasami problem z wiarą w siebie i głównie to mnie przez długi czas blokowało. Muzycznie nie robiłem nic… Aż pewnego dnia usłyszałem w aucie bit, który wziąłem sporo wcześniej od Funk Monster i niemalże z miejsca zaśpiewałem refren do numeru „Oddech”. Myślę, że doskonale wyjaśnia on moje odczucia z tamtego momentu mojego życia. Później już poszło, no i jest.

Kto najbardziej pomagał Ci przy realizacji tego projektu, jakby nie było ciężkiego – debiuty zawsze są trudne?
TMS: Nie wiem, muzycznie debiutuję pierwszy raz :). Pomagało mi wiele osób. W kwestiach muzycznych zawsze mogłem liczyć na wsparcie Zbyla – on zrobił przy tym projekcie najwięcej. Dużą cegiełkę dołożył też Szwed SWD. Zawsze też mogłem liczyć na dobre słowo Bilona, przyjaciół, rodziny, no i oczywiście mojej narzeczonej. Ona nasłuchała się najwięcej, zarówno utworów podczas tworzenia, jak i mojego narzekania…

Chciałbym wrócić jeszcze do „Żywego Rapu”, ponieważ finał tej edycji był wyjątkowy. W jury zasiedli: Peja, Wdowa, Wujek Samo Zło, Bilon i gość specjalny… Jeru the Damaja. Czy mimo wcześniejszych występów podczas eliminacji i w dalszych etapacach, finał przyniósł podwójny, może nawet potrójny stres?
TMS: Nie wszystko dobrze pamiętam. Trochę czasu jednak minęło. Natomiast wydaje mi się, że największy stres pojawił się na preeliminacjach. Nie do końca wiedziałem jak na mnie zareagują. Później już szedłem po swoje. Na finale natomiast miałem ze sobą bardzo liczną grupę przyjaciół, więc byłem raczej jeszcze bardziej spokojny niż na którymkolwiek etapie wcześniej.

Po finale powiedziałeś: „Jestem szczęśliwy, że miałem szansę wziąć udział w tak zajebistej inicjatywie, jak ŻywyRap! Mogłem się zmierzyć z wieloma naprawdę dobrymi zawodnikami – mogliśmy się od siebie uczyć”. Uważam, że „dwójka” była bardzo różnorodna, jeśli chodzi o umiejętności poszczególnych zawodników. Jakie, najcenniejsze, doświadczenie stamtąd wyniosłeś?
TMS: Na pewno zrozumiałem, że warto próbować i działać z tym, co się czuje, i kocha. Nie trzeba iść utartymi ścieżkami, skoro można wytyczać nowe. No i jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym, że Hip-Hop ma siłę. Stary, tyle zajawy u tych wszystkich ludzi, tyle różnic, które paradoksalnie jeszcze bardziej nas łączyły. Jeśli chodzi o sam konkurs, to ja raczej stałem z boku i spokojnie obserwowałem całość, bo przyszedłem tam jednak walczyć o kontrakt. Natomiast czułem, nie wiem, może jestem naiwny, ale naprawdę czułem, że każdy uczciwie walczy o swoje! I tak! Jestem szczęśliwy, że mogłem uczestniczyć w tak zajebistej inicjatywie!

Dla mnie bardzo ważną ciekawostką jest fakt, że sporo materiału na „Oddech” powstało w komunikacji miejskiej. Chyba coś w tym jest, jakiś tajemniczy złoty środek, że najlepsze materiały powstają podczas długiej jazdy, często z „pętli do pętli”. Czy potwierdzasz regułę, że świetne utwory powstają „na kolanie”, a te, przy których czasami siedzi się tygodnie czy miesiące, są robione na siłę?
TMS:
Coś w tym jest! Najfajniejsze pomysły powstają w ułamku sekundy, w jednym momencie. Trzeba je wykorzystywać. Ja zazwyczaj korzystam z pierwszego patentu, który wpada mi do głowy w momencie, np. usłyszenia podkładu po raz pierwszy. Nawet jeśli zaczynam później drążyć, szukać dalej, wymyślać kolejne kombinacje, to i tak najczęściej staje na pierwowzorze. Kilka razy mieliśmy w studiu taką sytuację, że nagranie szło bardzo szybko. I wtedy mówiłem: ‘Zbylu, czy nie za mało pracy w to włożyłem? Może powinienem jeszcze dalej próbować? A może jednak nie? Po co drążyć skoro to siedzi!’ Wolę zostawić niedosyt niż zasypać słuchacza lawiną bajerów. Tu możesz odnieść się do fragmentu mojego tekstu z „Nie tak jak dziś”: „posłuchaj starego brzmienia, odnajdziesz lukę. A w niej własne przemyślenia, to jest super!”.

Odsłuchując poszczególne utwory od numeru jeden do ostatniego, przeglądając również projekt okładki, zauważyłem wiele kontrastów, przeciwności. Tracklista rozpoczyna się od „Wdechu”, a kończy na „Wydechu” – czy nabranie powietrza jest cięższe od jego wypuszczenia? „Wdech” – ciągła walka z dobrem i złem; „Wydech” – przejście do stabilnego „Oddechu” – dobrze zrozumiałem?
TMS:
Muszę Cię zmartwić. Chyba jednak nie do końca dobrze, ale nieźle kombinujesz :). Wdech – piosenki niosące pozytywne emocje; Wydech – piosenki niosące emocje negatywne czy niepokojące. A teraz, zaczynając od numeru „Oddech”, który jest numerem o przesłaniu pozytywnym (wdech) przejdź do numeru „Do Ciebie” (wydech) i przejdź przez pozostałe. Oddychasz? :) – to taki mój ukryty smaczek na tej płycie. Nie każdy musi to zauważyć.

Twarz napełniła mi się uśmiechem, kiedy przysiadłem do płyty „Oddech” – może to magia, pozytywny odbiór singli i promienie słońca wpadające do „kwadratu” w ten rozpoczynający się dzień? Nie wiem. Natomiast zaobserwowałem, że album nie jest przypadkowy, wszystko łączy się w jedną całość, nie jest zbieraniną, nie niesie ze sobą formy Mixtape, czyli mieszanki numerów…
TMS:
Wydaje mi się, że jest spójny, ale nie jest nudny. Bity Szweda wprowadzają świeżość, Zbylu zaś wprowadza słuchacza w starsze brzmienia. Ja sam nie miałem konkretnego zamysłu na całość. Łapałem oddech, więc wylewałem z siebie przeróżne emocje, chwytałem przeróżne patenty, a przy okazji jako, że jest to mój pierwszy solowy album, to chciałem się też trochę przedstawić :). Nie mam na tę chwilę zajawki na koncepcyjny album, ale miło mi, że Twoim zdaniem „Oddech” nie trąci Mixtape.

ALBUM TMS „ODDECH” MOŻNA ZAMÓWIĆ NA HEMPSZOP.PL

mijam podwójne, hashtagi – wnioskuj, przerosty formy nad treścią są niepotrzebne, tak jak wszystkie ozdobniki, które zabijają przestrzeń” – fragment pięknego utworu „Nie tak jak dziś”, gdzie swoją cegiełkę dołożyła wyśmienitym wokalem – Sylwia Dynek. Jest to pewnego rodzaju hołd TMS’a w kierunku muzyki, rapu, Hip-Hop’u i wszystkich słuchaczy i artystów, którzy tworzą tę kulturę, a co najważniejsze – pielęgnują! Bo to także pstryczek dla tych, którzy próbują zrobić z rapu patologię. Chyba w tym wszystkim najbardziej boli to, że dziś słuchacze nie słyszą przekazu? Ja kiedyś uczyłem się tekstów na pamięć, analizowałem je – tak jak to w szkole robi się z wierszami. Dziś chyba młodzież po prostu słucha i tylko to… Można tu zacytować klasyka: „nie będziemy słuchać ludzi, którzy sami są głusi, chociaż słyszą i chociaż patrzą to nie widzą”.
TMS:
Hip-Hop to piękna kultura, więc powinno się ją pielęgnować. Jeśli chodzi o rap – forma w nim jest oczywiście bardzo ważna, natomiast ja zawsze ceniłem przekaz, zabawę słowem i pozytywny vaib. W tym wszystkim, co wychodzi dziś, jak dla mnie za dużo jest gonitwy za hajsem, szpanowania, wywyższania… a za mało oryginalności. Jeden chce być wyżej od drugiego, a wszyscy są tacy sami, jak klawisze w pianinie hehe :). Nie mam potrzeby ucierania nosa nikomu, ale fakt, to co się dzieje jest „trochę” niepokojące. Oczywiście nie skreślam wszystkiego co nowe. Wychodzą też rzeczy ciekawe, natomiast jest ich znacznie mniej.

Nie chciałem o tym wspominać, ale kiedy usłyszałem od współzałożyciela jednego z największych portali HH, że: „słuchacz Hip-Hop’u już nie musi się różnić od słuchacza elektroniki” – to najpierw złapałem się za głowę, przeklnąłem naście razy, a dopiero potem mnie to zabolało. Często kierujemy słowa pogardy w stronę słuchaczy – tyle, że chyba artyści są winni temu, co dzieje się w muzyce. To oni wyznaczają trendy, zmieniają rzeczywistość nowego pokolenia.
TMS: Pochopnie wysnute stwierdzenie, to fakt. Ja osobiście nazwałbym się po prostu słuchaczem muzyki. Każdy gatunek można połączyć w jakiś sposób z innym. Każdy gatunek też ewoluuje na przestrzeni lat. Ale zawsze zostaną jakieś odrębne wartości, które będą wyróżniać każdy z nich. Faktycznie w rapie teraz mnóstwo elektroniki, ale bez przesady.

Za nami są trzy teledyski promujące „Oddech”. Piękne widoki. Ciężkie betonowe powietrze „Bez przestrzeni”, by następnie złapać oddech zanurzając się w urokach „Nie tak jak dziś” i tytułowego utworu. Czy są plany na kolejne obrazy, być może różniące się od trzech poprzednich?
TMS:
Na pewno pojawią się kolejne. Niektóre są już praktycznie skończone, czekają tylko na odpowiedni moment :). Myślę, że różnice będą na pewno zauważalne.

Wygrana w Żywym Rapie otworzyła Ci wiele drzwi, a przykładowo – jednym z nich jest gościnny udział na „Szlagierze”, gdzie niesamowicie wpasowałeś się w klimat „Zabij wątpliwości”. Szlagier tworzą legendy polskiej rap sceny, którzy z niejednego pieca jadły, a wśród nich pojawił się młody obiecujący artysta – czy to jest właśnie ten „oddech”?
TMS:
Na pewno :). To akurat fajna historia, bo mocno czekałem na ten projekt. Połączenie Erosa, Pona i Hudego, wydało mi się czymś ciekawym i mocnym. Aż pewnego dnia dostałem telefon z zaproszeniem, by wziąć w tym udział. Odpowiedź mogła być tylko jedna :). Pozdrawiam serdecznie chłopaków i myślę, że mogą powstać jeszcze kolejne wspólne rzeczy.

Czy przez ostatnie miesiące zdarzyło Ci się myśleć o tym, że gdybyś nie ruszył się z niedalekiego od Warszawy Przasnysza na konkurs Żywego Rapu, to droga do legalu byłaby znacznie cięższa i dłuższa?
TMS:
Nie gdybam :).  Może tak, a może nie… Po to powstał ten program, aby móc tę drogę skrócić. Aby łatwiej dotrzeć do ludzi, którzy dadzą Ci tą możliwość. Nie nazwałbym tego na pewno pójściem na łatwiznę :).

A gentleman will walk but never run (Dżentelmen odejdzie, ale nigdy nie będzie uciekał)” – na okładce zacytowałeś Stinga i tą kwestią chciałbym zakończyć naszą rozmowę. Czy TMS nie złożył broni i już rozpoczął prace nad kolejnym muzycznym materiałem?
TMS:
Jeszcze nie, ale pewnie za chwilę zacznę. Jestem ciekaw kolejnych moich muzycznych eksperymentów. To jak laboratorium, nie zawsze jestem pewien, co z tego wyjdzie hehe :). Dzięki za rozmowę, pozdrowienia!!! Jedna miłość :)

Całość przygotował: Patryk FENT

Odwiedź – kliknij:
 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ